Recenzja obiektywu Sigma 35 mm f/1.4 DG DN Art

Recenzja obiektywu Sigma 35 mm f/1.4 DG DN Art

Sigma 35 mm f/1.4 DG DN – zanim dostałem ją na testy, wielu znajomych fotografów ostrzegało mnie. Bynajmniej nie dlatego, że sprzęt zapowiadał się źle i chcieli zapobiec mojemu rozczarowaniu. Wręcz przeciwnie, wspominali, że bardzo łatwo zakochać się w nowym szkle reporterskim Sigmy. Z nastawieniem “zobaczymy co się okaże” i dzięki uprzejmości sklepu Fotopoker miałem okazję przez dłuższy czas potestować ten obiektyw. Jakie były moje wrażenia i czy faktycznie można się w nim zakochać? Odpowiedzi na te pytania dostaniecie już za chwilę.

PS. Moją główną 35-tką na ten moment jest Sony 35 mm f/1.8, więc w poniższej recenzji znajdziecie wiele porównań obiektywów 35 mm Sigmy i Sony.

A, jeszcze jedno. Na dole strony znajdziecie bon rabatowy, który zmniejszy kwotę Waszego zamówienia o 150zł.

Wykonanie i rozmiary

Po wyjęciu obiektywu z pudełka poczułem nutkę nostalgii, ponieważ przez chwilę miałem wrażenie, że ktoś przy pakowaniu się pomylił, a ja trzymam w rękach Sigmę 35 mm f/1.4 Art, która przez dwa lata była moim ulubionym szkłem podpiętym pod Nikona D750. Waga i wielkość obiektywu jest bowiem zbliżona do poprzedniej, “lustrzankowej” wersji. Sigmy 35 mm f/1.4 nie można określić małym i kompaktowym szkłem. Nie jest to gigant, ale jego waga i wielkość jest odczuwalna podczas przenoszenia i korzystania z aparatu. W porównaniu do używanego przeze mnie na co dzień obiektywu od firmy Sony, Sigma jest zdecydowanie większa i pod tym względem przegrywa. Wykonanie, tak samo jak w przypadku innych obiektywów od firmy Sigma, jest na bardzo dobrym poziomie i nie mogę przyczepić się do żadnego z elementów.

Konstruktorzy Sigmy zdecydowali się na umieszczenie pierścienia do regulowania przysłony na obiektywie. Nie byłem fanem tego rozwiązania, ponieważ zdarza się, że taki pierścień przesunie się niepostrzeżenie podczas pracy na szelkach. W rezultacie, gdy chcę fotografować np. na f/1.4, zamiast tego wychodzi seria zdjęć na f/4.0. Tym razem jestem miło zaskoczony, że na obiektywie znajduje się przycisk do zablokowania przysłony. Po jego przesunięciu pierścień jest zablokowany i nie ma możliwości przesunięcia go przez przypadek.

Prędkość, celność i ostrość

Prędkość i celność autofocusa to jeden z najważniejszych atutów, jakimi może poszczycić się nowa Sigma. Obiektyw Sony 35 mm f/1.8 kupiłem dlatego, że był niesamowicie szybki i pewny w użytkowaniu. W tym momencie po dwóch weselach z testowaną Sigmą 35 mm f/1.4 muszę przyznać, że dorównuje w 95% obiektywowi od Sony.  Praktycznie nie doświadczyłem sytuacji, w której autofocus pogubiłby się lub zwolnił, jedynie jednostkowe, naprawdę ciemne miejsca spowodowały, że zdarzyło mi się zauważyć pompowanie nawet na f/1.4. Nie mogę niczego zarzucić ostrości, ponieważ, jak zobaczycie na poniższych samplach, jest ona na bardzo wysokim poziomie.

Bokeh i plastyka

Kolejną bardzo przyjemną cechą Sigmy jest jej plastyka i nerwowość w tle. Już od pierwszego przeglądania zdjęć na większym monitorze widziałem podobieństwo do tej 35-tki, którą przez dłuższy czas używałem na Nikonie. Bokeh w tle oraz ogólny obrazek generowany przez arta bardzo mi tam odpowiadał. Nie inaczej jest w przypadku nowej Sigmy 35 mm dedykowanej pod bezlusterkowce. Odcięcie od tła i charakterystyka bokeh są bardzo przyjemne dla oka.

Osobną kwestią jest to, czy w obiektywie reporterskim najważniejsze jest to, co zyskujemy podczas fotografowania na pełnym otworze przysłony? Dla osób mających styl bardziej reporterski i fotografujących na wyższych przysłonach będzie to miało mniejsze znaczenie. Wielu fotografów wykorzystuje 35-tkę w plenerze oraz do sesji narzeczeńskich. Przypadku tych osób charakterystyka pracy na f/1.4 na pewno będzie miała dużo większe znaczenie.

Walory optyczne i skorygowanie

Z moich obserwacji 35-tka Sigmy winietuje delikatnie bardziej niż ta od Sony, ale nie na tyle, by utrudniałoby mi życie. Nie zauważyłem też znaczących dystorsji oraz aberracji.

Kolor

Obrazek Sigmy nie ma żadnych istotnych wad do zarzucenia albo dominant kolorów, które by mi przeszkadzały, jak np. dzieje się to w obiektywach Samyang. Kolorystyka natomiast różni się delikatnie od systemowych szkieł Sony i mam wrażenie, że zdjęcia pochodzące bezpośrednio z nowej 35-tki są lekko bardziej nasycone i troszkę chłodniejsze niż zdjęcia zrobione przy użyciu systemowych szkieł.

Sigma 35 mm f/1.4 DG DN vs Sony 35 mm f/1.8 FE

Uwielbiam własne, maleńkie 35 mm f/1.8 od Sony. Biorąc Sigmę na testy byłem bardzo ciekawy, czy w jakikolwiek sposób zagrozi jego pozycji. Sony jest niesamowicie mały, ostry, precyzyjny i po prostu można mu zaufać. Sigma przebija go oczywiście swoim światłem (1.4 vs 1.8), ale mimo tego zdecydowanie wolę obiektyw Sony. Dlaczego? Głównie z powodu, że to właśnie z 35-tką podczas pracy spędzam najwięcej czasu i jej niewielka waga przekłada się na wygodę użytkowania. Mogę mieć ten obiektyw przez cały dzień na szelkach i nie czuję żadnego dyskomfortu.

Często argument wielkości przesuwa się w kolejce na mniej znaczące miejsce, gdy obiektyw oferuje dużo więcej np. na polu plastyki. Tak właśnie było u mnie w przypadku Planara 50 mm f/1.4 pod Sony. Ale o nim niedługo opowiem więcej w osobnym wpisie. 35 mm nie jest dla mnie ogniskową, w której poszukiwałbym wyróżniającej się plastyki, więc argument wielkości jest jak najbardziej ważny.

Cena i konkurencja

Dla kogo nowa Sigma jest konkurencją? Zacznijmy może od tańszych, niekoniecznie gorszych opcji.

  1. Sony 35 mm f/1.8 FE vs Sigma 35 mm f/1.4 DG DN. Zestawienie ich wad i zalet opisałem już wyżej, pora przejść do porównania cenowego. Sony kosztuje 2699 zł, Sigma – 3890 zł. Z tej dwójki zostaje u mnie Sony. Chociaż ustępuje światłem i plastyką, to jednak wszystkim innym (łącznie z niezaprzeczalnym argumentem ceny) wygrywa z Sigmą.
  2. Sony 35 mm f/1.4 GM vs Sigma 35 mm f/1.4 DG DN. Sony kosztuje 7799 zł. W cenie tego obiektywu moglibyśmy mieć dwie Sigmy 35 mm f/1.4 DG DN i niemal trzy egzemplarze Sony 35 mm f/1.8. Nie miałem nigdy w rękach 35-tki G Master, więc pozwólcie, że nie będę wypowiadał się na ten temat.

Podsumowanie

Gdybym na ten moment szukał reporterskiej 35-tki, miałbym nie lada orzech do zgryzienia. Zaczynając od bardzo szybkiego i kompaktowego Sony 35 mm f/1.8, a skończywszy na drogim, ale jasnym i systemowym G-Masterze.
Sigmie na pewno niczego nie brakuje. Jest to bardzo udany obiektyw, który zyskał wielu zwolenników, szczególnie osoby, które cenią Sigmę za dość poukładany, charakterystyczny bokeh. Jeżeli nie odrzucą was spore rozmiary obiektywu, na pewno będziecie bardzo zadowoleni z tego zakupu. Ja zostaję z moim Sony, biorąc pod uwagę jego zalety, takie jak kompaktowość i perfekcyjny autofocus.

Gdzie kupić Sigmę 35 mm f/1.4 DG DN Art?

Jeżeli po mojej recenzji chcielibyście kupić opisywany obiektyw, możecie to zrobić w sklepie Fotopoker, ofertę znajdziecie pod tym linkiem: https://fotopoker.pl/sigma-35mm-f1-4-dg-dn-art-sony-e-filtr-uv-marumi-fit-slim-5-lat-gwarancji.html Dodatkowo, jeżeli przy zakupie skorzystacie z bonu rabatowego “RM150” – który zmniejszy kwotę Waszego zamówienia o 150zł. Ze swojej strony mogę zagwarantować, że w Fotopokerze spotka Was przemiła obsługa i bardzo dobre ceny za sprzęt.

Galeria sampli

1 komentarz do “Recenzja obiektywu Sigma 35 mm f/1.4 DG DN Art”

Dodaj komentarz

Rafał Mazur Fotografia

RAFAŁ MAZUR © 2020
FOTOGRAFIA ŚLUBNA RZESZÓW
NATURALNA FOTOGRAFIA ŚLUBNA

TEL: 513 282 763
KONTAKT@RAFALMAZUR.COM.PL

Projekt i wykonanie - whitesite.pl